|
Kwestia przepraw przez Wisłę była
dla Krakowa zawsze wielce kłopotliwa.
Niegdyś względy obronne decydowały, że obawiano
się wznoszenia stałych mostów.
Póżniej, wraz z rosnącymi wymogami, jakie
niósł cywilizacyjny rozwój miasta, rosły
również koszty takich przedsięwzięć.
Jeszcze w XIII w. główne koryto Wisły pokrywało
się w ogólnym zarysie z dzisiejszym.
Jednak niedługo po lokacji miasta w 1257
roku ówcześni jego mieszkańcy postanowili
przybliżyć rzekę miastu.
Zbudowano w tym czasie tamę łączącą Skałkę
z brzegiem dębnickim, kierując rzekę w istniejące,
choć zamulane koryto, wzdłuż dzisiejszych
ulic Dietla i Daszyńskiego.
To udrożnione koryto stało się szybko ważną
magistralą, pomocną w rozwoju i stymulującą
jego ekspansję w kierunku północnym.
Tymczasem odnoga za tamą, zwana póżniej
Zakazimierką, zasilana była przez wody wpadającej
nieopodal Wilgi.
Na pozostałej między odnogami Wisły wyspie
utworzono niebawem miasto Kazimierz.
Jego rozwój - szczególnie po nadaniu przywileju
lokacyjnego w 1335 roku - wymusił niejako
budowę stałej przeprawy z przedmieściem
pomiędzy lewym brzegiem, zwanym od 1376
roku Stradomiem, a Wawelem.
Most, łączący dzisiejsze ulice Krakowską
i Stradom, nazwano Królewskim (Pons Regalis).
Pierwotnie drewniany, przez kilka stuleci,
aż do połowy XIX wieku, był najważniejszą
przeprawą w mieście.
I na Kazimierzu, i w Krakowie kwitło już
wówczas życie gospodarcze, rozwijało się
rzemiosło i handel.
Rosnący popyt na sól z Wieliczki i Bochni
doprowadził do budowy stałej przeprawy łączącej
Kazimierz z Traktem Wielickim, na wysokości
dzisiejszej ul. Gazowej.
Nieco póżniejsza była przeprawa prowadząca
do Skawiny na wysokości Ludwinowa.
Mosty te zniknęły ostatecznie z pejzażu
Krakowa w 1657 roku, kiedy to wychodzący
z miasta Szwedzi spalili je (taki los spotkał
także most Stradomski).
Z pozostawionych opisów wiemy, że obydwa
miały solidną konstrukcję z dębowych belek,
a Skawiński był mostem zwodzonym.
Niestety, prawdopodobnie już nigdy nie odbudowano
ich w tej postaci.
O ile most Wielicki powrócił w XVIII w.,
to most Skawiński - wzmiankowany w 1570
roku jako ''znajdujący się w budowie'' -
zniknął na zawsze z pejzażu miasta.
Zastąpiła go przeprawa promowa, zdegradowana
z czasem do skromnego, lokalnego połączenia
brzegów Wisły.
Dalsze dzieje komunikacji mostowej w Krakowie
wiążą się nierozelwalnie z historycznymi
zawirowaniami, jakim kraj podlegał w drugiej
połowie XVIII w.
Po pierwszym rozbiorze Polski Kraków pozostał
w granicach Rzeczypospolitej.
Austriacy, interpretując korzystnie dla
siebie postanowienia traktatów porozbiorowych,
przyjęli, że granicą ma być koryto na Starej
Wiśle.
Tak oto Kazimierz znalazł się w Austrii
i dopiero zabiegi króla Stanisława Augusta
przywróciły go w 1776 roku Polsce.
W tej sytuacji Austriacy rozpoczęli przygotowania
do budowy nowego miasta na prawym brzegu
Wisły - równocześnie partnera i konkurenta
dla Krakowa.
Chociaż początkowo brany był pod uwagę Ludwinów,
ostatecznie wybór padł na sąsiednie Podgórze.
Do wytyczenia miasta przystąpiono w 1783
roku, lokując tu siedzibę austriackich władz
i komorę celną przy moście Wielickim.
Tymczasem most ten, zniszczony przez powódż
w 1775 roku, odbudowano jako pływający (na
łodziach i tratwach), póżniej zastąpił go
most pontonowy.
Mosty tego typu opierały się na pływających
drewnianych konstrukcjach, przeważnie w
postaci prostopadłościaniu, które podtrzymywały
prowizoryczne przęsła.
Chociaż nietrwałe, były tanie w budowie,
gdyż wznosili je zwykle tzw. pontonierzy
- specjalnie wyszkolone oddziały wojsk technicznych,
zaliczane wówczas do korpusu inżynierów.
Pomimo niekorzystnej aury politycznej życie
gospodarcze miasta nie zamierało.
Wprowadzona przez Austrię taryfa celna (1775
r.) nie obejmowała Galicji, co ułatwiało
wymianę handlową.
Rosła aktywność krakowskich kupców, którzy
utrzymywali kontakty z ziemiami po drugiej
stronie Wisły i z krajami austriackimi.
I tak np. w roku 1780 przez most Wielicki
przejechało na południe ponad 5300 wozów
transpotujących ok. 4200 ton zboża.
Zyskiwał wówczas na znaczeniu również trakt
w kierunku Warszawy, biegnący dzisiejszą
al. 29 Listopada.
Drewniany most na niewielkiej, choć grożnej
w okresach wezbrania, rzece Prądnik postanowiono
zastąpić trwałą, murowaną z kamienia konstrukcją.
Inicjatorem budowy (1782 - 85) była Krakowska
Kapituła Katedralna, a autorem projektu
wybitny architekt ks. Sebastian Sierakowski.
Był to pierwszy murowany most na obszarze
Krakowa, odznaczający się dodatkowo dużymi
walorami architektonicznymi.
Z chwilą włączenia do Austrii po trzecim
rozbiorze Polski Kraków przestał być miastem
pogranicznym.
Paradoksalnie, ta nowa sytuacja stwarzała
dogodniejsze warunki dla rozwoju gospodarczego.
Dzięki znacznemu ożywieniu stosunków handlowych
Kraków stał się wkrótce miastem tranzytowym,
tu krzyżowało się wiele ważnych szlaków.
Dla poprawienia warunków komunikacyjnych
Austriacy zbudowali w roku 1802 stały most,
usytuowany mniej więcej w miejscu dawnej
przeprawy wielickiej.
Osadzony na murowanych przyczółkach, właściwą
konstrukcję opierał na dwóch rzędach pali,
wbitych w dno Wisły.
Górą biegła drewniana jezdnia z chodnikami
dla pieszych po bokach.
Most nazwano imieniem Karola na cześć arcyksięcia
Karola Habsburga, który osobiście pofatygował
się na otwarcie.
Od strony Podgórza podjazdy prowadziły dzisiejszymi
ulicami Brodzińskiego i Józefińską, a od
strony Kazimierza poprzez wyłom w istniejących
jeszcze murach obronnych specjalnie w tym
celu wytyczono ul. Gazową.
Niestety, żywot tego z pozoru solidnego
mostu nie był długi.
Zniosła go wielka powódż w sierpniu 1813
roku.
Jej wody uporały się również z mostem Stradomskim
na Starej Wiśle.
Chociaż obydwa mosty stanowiły jedną oś
komunikacyjną, znacznie szybciej (1824 r.)
odbudowano most Stradomski.
Decyzję o jego budowie podjęto już za czasów
Wolnego Miasta Krakowa w 1818 roku, a materiału
dostarczyła zburzona w tym celu Baszta Grodzka.
Zbudowany z kamienia ciosowego, wsparty
na centralnym filarze, przyozdobiony kutą
balustradą i dwiema lampami pośrodku - wzbudzał
powszechny zachwyt.
W roku 1828 zbudowano drugi - tym razem
drewniany - most na Starej Wiśle w okolicy
dzisiejszej ul. Starowiślnej.
Mniej szczęścia miał most Karola.
Przez wiele lat komunikacja odbywała się
tu znów przez most pływający, który co kilka
lat wymagał niemal całkowitej rekonstrukcji.
Budowę nowego rozpoczęto dopiero w roku
1844.
W porównaniu z poprzednią konstrukcją, jego
oś przesunięta została nieco na zachód,
w linię specjalnie w tym celu wytyczonej
ul. Mostowej.
Most wzniesiony został na pięciu przęsłach
z drzewa modrzewiowego, obitych po bokach
ołowianą blachą, wspartych na czterech filarach
z ciosanego kamienia.
Przy pracach zastosowano sprowadzoną specjalnie
z Gliwic maszynę parową z pompą.
Nad obróbką kamienia pracowało najpierw
20 więżniów, póżniej sprowadzono fachowców,
kamieniarzy i cieśli, ze Śląska.
Chociaż budowa rozpoczęła się z inicjatywy
Senatu Wolnego Miasta Krakowa, most oddano
do użytku już za czasów austriackich, w
grudniu 1850 roku.
Odrzucono, niestety, nowatorski projekt
mostu żelaznego zaproponowany przez znanego
krakowskiego architekta Teofila Żebrawskiego.
Zdecydowano się na tradycyjną koncepcję
przedstawioną przez Teodora Kutscherę, prawdopodobnie
ze względu na znacznie niższy koszt (ok.
200 000 złp).
Oficjalnie nazwany imieniem Franciszka Józefa,
funkcjonował od zawsze jako most Podgórski.
Druga połowa XIX w. niosła nowe wyzwania.
Po uruchomieniu w 1874 r. linii kolejowej
przez Kraków potrzebą chwili stała się budowa
kolejnych mostów.
I tak w związku z budową magistrali Kraków
- Bochnia w latach 1854 - 55 wzniesiono
nad korytem Starej i Nowej Wisły dwa prowizoryczne
drewniane mosty.
Rosnące wymogi transportu kolejowego sprawiły
jednak, że już w latach 1863 - 64 obydwa
wymieniono na stałe.
Most na Starej Wiśle u zbiegu dzisiejszych
ulic Grzegórzeckiej i Blich wykonano z kamienia,
a most na Nowej Wiśle otrzymał nowoczesny,
wsparty na filarach stalowy szkielet.
Wady konstrukcyjne sprawiły jednak, że w
1884 roku zastąpiono go dwoma bliżniaczymi
mostami kratowymi, posadowionymi na starych
filarach.
Most ten funkcjonuje do dzisiaj i jest najstarszy
z krakowskich mostów.
W drugiej połowie XIX w. pilnego rozwiązania
wymagała kwestia Starej Wisły.
To boczne koryto, położone na nieco wyższym
poziomie, nie otrzymywało dostatecznej ilości
wody i ulegało stopniowemu zamuleniu, szczególnie
po powodzi z 1813 roku.
Z czasem koryto to stało się kanalizacyjną
zlewnią dla części Kazimierza i Stradomia,
zamieniając się w cuchnące bajora z wylęgarnią
bakterii.
Według powszechnej opinii, przyczyniło się
do kilku epidemii cholery, jakie dotknęły
miasto w latach 1849 - 73.
Od roku 1878 rozpoczęło się sukcesywne zasypywanie
koryta Starej Wisły.
Tak oto z ogólnej liczby pięciu mostów dwa
straciły rację bytu i zostały rozebrane
(Stradomski i przy Starowiślnej), a kolejowy
nad dzisiejszą ul. Grzegórzecką stał się
wiaduktem.
W latach 1887 - 88 wzniesiono most Dębnicki
- zarazem kolejowy i kołowy - o konstrukcji
kratownicowej, wspartej na dwóch betonowych
przyczółkach i dwóch filarach.
Zapewne względy strategiczne decydowały,
że tak długo nie budowano mostu między Podzamczem
a Dębnikami.
Zastępował go w jakiejś mierze działający
pod Wawelem od stuleci przewóz promowy.
Gdyby nie decyzja Kolei Północnej o budowie
linii obwodowej, biegnącej wałem fortecznym,
na most przyszłoby zapewne czekać jeszcze
wiele lat.
Budowa mostu tylko dla niewielkiego ruchu
pieszego i kołowego nie leżała - ujmując
rzecz delikatnie - w interesie władz miasta.
Za prom pobierano bowiem stałą opłatę, a
przewóz osób łodziami bez opłacenia akcyzy
wiązał się z ryzykiem wysokiej grzywny.
Poza tym od zawsze wysuwano koronny argument,
iż ułatwienia komunikacyjne wpływają na
rozwój sąsiednich gmin kosztem samego Krakowa.
Most wznoszono z zastosowaniem techniki
zbliżonej do dzisiejszej, przy użyciu kesonów
i kafarów, rękoma przeważnie włoskich robotników.
Jego oddanie do użytku zostało jednak opóżnione
przez zator lodowy i wylew Wisły w marcu
1888 roku.
Zator ten uszkodził znacznie powstały nieco
wcześniej drewniany, prowizoryczny most
wojskowy, łączący brzegi na wysokości dzisiejszych
ulic Bernardyńskiej i Sandomierskiej.
Most ten niebawem został rozebrany.
Wybudowanie stałej przeprawy - most przystosowany
został również dla ruchu kołowego i pieszego
- niemal natychmiast uczyniło z Dębnik teren
niezwykle atrakcyjny i przyczyniło się się
do dynamicznego rozwoju sąsiednich gmin:
Ludwinowa i Zakrzówka.
W XIX w., wraz z rozwojem przestrzennym
Krakowa i jego przedmieść, należało uporać
się z komunikacją przez Rudawę.
Rzeka ta płynęła przez miasto dwiema odnogami.
Wydzielona z głównego koryta na wysokości
Mydlnik tzw. Młynówka Królewska - zasilająca
niegdyś młyny królewskie i fosy obronne
- wiła się przez Bronowice i Krowodrzę,
tyłami domów przy ulicach Łobzowskiej, Garbarskiej
i Rajskiej, dalej ulicą Garncarską, aż do
głównego koryta.
To z kolei przecinało ul. Piastowską, płynęło
wzdłuż Błoń, zakręcając za budynkiem ''Sokoła'',
aby ul. Retoryka połączyć się z Wisłą.
Na całej trasie obu odnóg Rudawy funkcjonowało
wiele małych, przeważnie drewnianych mostów,
m.in. u zbiegu ulic Łobzowskiej i Garbarskiej
oraz przy Wolskiej (dzisiejsza Piłsudskiego).
Zbudowano także dwa solidne mosty murowane
przy ul. Piastowskiej (zapewne dla bezpiecznego
transportu ciężkiego sprzętu pomiędzy Fortami
Krowodrza i Kościuszko) i przy ul. Karmelickiej.
Najważniejszy był jednak most blisko ujścia
Rudawy do Wisły, który działał już w latach
1816 - 17, jako pontonowy na tratwach.
W 1891 roku - w miejsce starego na kamiennych
filarach - wzniesiono konstrukcję żelbetową,
pierwszą tego typu na ziemiach polskich.
Po doświadczeniach powodzi z 1903 roku,
kiedy to właśnie tzw. cofki Rudawy wyrządziły
największe szkody, zapadła decyzja o zasklepieniu
koryta biegnącego przez centrum miasta (1910
- 12 r.).
Rzeka uchodziła odtąd do Wisły nowym obwałowanym
korytem obok klasztoru ss. Norbertanek.
W 1910 roku otwarto żelazny, kratownicowy
most w linii ul. Kościuszki.
U progu nowego stulecia, zdewastowany i
niedogodnie usytuowany, most Podgórski nie
mógł już sprostać rosnącym wymaganiom ruchu
kołowego.
Wobec rozbudowy Kazimierza w kierunku wschodnim
naturalne stały się postulaty budowy nowej
przeprawy w linii ul. Starowiślnej, łączącej
Kraków z ul. Wielicką w Podgórzu, która
przechodziła następnie w szosę Lwowską.
Chociaż decyzję o budowie podjęto w roku
1898, wskutek trudności finansowych austriackiego
rządu prace rozpoczęły się całe 10 lat pózniej.
Most - o stalowej, kratownicowej konstrukcji,
zawieszonej na dwóch przęsłach - wykonany
został w krakowskich Zakładach Zieleniewskiego.
W 1911 roku wezbrana Wisła zniweczyła zaawansowane
prace, a most oddano do użytku dopiero w
1913 roku.
Trzy lata póżniej przejechał tędy pierwszy
tramwaj, kończąc trasę na pętli w Rynku
Podgórskim.
W roku 1925 przystąpiono do budowy mostu
w linii ul. Krakowskiej.
Projekt, finansowany z funduszy rządowych
i miejskich, opracował zespół inżynierów
pod kierunkiem prof. Andrzeja Pszenickiego
z Politechniki Warszawskiej.
Wsparty na dwóch betonowych filarach, otrzymał
stalową konstrukcję kratownicową wykonaną
w Zakładach Zieleniewskiego.
Budowa dojazdu od strony Podgórza wymusiła,
niestety, wyburzenie hali targowej, stojącej
na osi przeprawy.
Most wznoszono etapami do 1933 roku.
22 czerwca 1925 roku zamknięto definitywnie
stanowiący poważne zagrożenie most Podgórski.
Jak pisał ''Nowy Dziennik'', już następnego
dnia: cały szereg rybaków zaczął przewozić
publiczność na łódkach z jednego brzegu
na drugi.
Nowe to przędsiębiorstwo cieszy się wielką
wziętością, a cena przewozu w jedną stronę
wynosiła 20 - 30 groszy.
W godzinach (popołudniowych) pojawił się
na Wiśle pod starym mostem konkurencyjny
galar wielkich rozmiarów, obsługiwany przez
8 rybaków, na którym przejazd kosztował
od osoby tylko 10 groszy.
Na tle tej konkurencji wybuchły głośne kłótnie
między właścicielami łódek a przewożnikami
galaru.
Aby uzdrowić sytuację, w lutym 1926 roku
gmina urządziła niemałym kosztem 120 tys.
zł prowizoryczny, oświetlany elektrycznie
most pomiędzy Kazimierzem a Podgórzem.
Za przeprawę pobierano opłaty: dorośli 5
gr, dziecko 2 gr, wóz konny 10 gr, a samochód
20 gr, co ciekawe, opłaty - przeznaczone
na konserwację mostu - płacili tylko udający
się do Podgórza.
Przejście i przejazd w stronę Krakowa były
bezpłatne.
Rozbiórkę mostu Podgórskiego, prowadzoną
w kilku etapach, zakończono ostatecznie
w 1936 roku.
Niestety - właściwie nie wiadomo dlaczego
- pozostawiono jego solidne kamienne filary,
dość skutecznie utrudniające żeglugę.
Usunięto je dopiero w 1956 roku.
W 1938 roku unowocześniono most Dębnicki,
po raz pierwszy na taką skalę od czasów
likwidacji kolei obwodowej (1911 r.).
Dla potrzeb rosnącego ruchu samochodowego
i pieszego most otrzymał brukowaną nawierzchnię
oraz wygodne chodniki po obu stronach jezdni.
Niedługo przed wybuchem wojny, latem 1939
roku, wojsko zbudowało most w Mogile, który
miał zapewne służyć szybkiej dyslokacji
wojska i sprzętu, z ominięciem Krakowa.
W podobnej sytuacji funkcjonowały krótko
zbudowane przez Austriaków w roku 1914 mosty
pontonowe pomiędzy Bodzowem a Przegorzałami
oraz na Grzegórzkach.
W okresie okupacji niemieccy zarządcy miasta
wykonali kilka planowanych i niekiedy rozpoczętych
już przed wojną inwestycji komunikacyjnych.
W latach 1941 - 42 przeprowadzono wzdłuż
dawnego wału Kolei Obwodowej - od mostu
Dębnickiego do ul. Kalwaryjskiej - ulicę
Konopnickiej.
Dotąd były tam działki i nieużytki, a ruch
kołowy biegł z mostu w ul. Madalińskiego.
Dokończono również, planowaną jeszcze przed
I wojną światową, budowę tzw. węzła Ludwinowskiego.
Meandrująca dotąd malowniczo Wilga ujęta
została w sztywny kanał spławny.
Dotychczasowe koryto pomiędzy ul. Kobierzyńską
a nie istniejącą dziś uliczką Retmańską
- u ujścia do Wisły - zostało zasypane.
Niewielki murowany most nad nowym korytem
- zwany niekiedy mostem Retmańskim - ukończono
jeszcze w okresie międzywojennym.
W styczniu 1945 roku wycofujące się oddziały
niemieckie próbowały wysadzić wszystkie
krakowskie mosty.
W ciągu następnych kilku miesięcy udało
się je doprowadzić do stanu użyteczności.
Do rekonstrukcji nie nadawał się tylko przełamany
praktycznie na pół most Dębnicki.
Jego odbudowa w zupełnie nowym, ciekawszym
kształcie zakończyła się dopiero w 1952
roku.
Po kilkudziesięciu latach nieprzerwanej
eksploatacji w 1998 roku most został wyłączony
z ruchu na czas remontu.
Zastąpił go wówczas, zbudowany w sąsiedztwie,
prowizoryczny ''Lajkonik'' (po zakończeniu
prac zdemontowano go i przerzucono pomiędzy
ulicami Kotlarską i Zabłocie).
Po powstaniu Nowej Huty niezbędna stała
się budowa nowych przepraw poprzez Wisłę.
Pierwszą z nich był most w Łęgu (1950 -
52 r.), przy dzisiejszej ul. Nowohuckiej.
W latach 1953 - 61 zbudowano przeprawę na
stopniu wodnym na Dąbiu.
Wzrastający ruch samochodowy na trasie w
kierunku Warszawy sprawił, że zaistniała
konieczność budowy nowej przeprawy na Białusze
przez al. 29 Listopada.
Niestety, zarzucono koncepcję przeniesienia
w inne miejsce starego mostu, niszcząc bezpowrotnie
(ok. 1960 r.) niepowtarzalny zabytek architektury
z końca XVIII wieku.
Bezceremonialny pęd ku nowoczesności sprawił,
że nie oparł się próbie czasu także most
przy ul. Starowiślnej - zwany powszechnie
Trzecim.
W wyniku modernizacji (1969 - 71 r.) usunięto
kratownicową konstrukcję projektu wiedeńskiego
architekta Edwarda Zittera, o rzadko spotykanych
walorach architektonicznych.
W latach 1968 - 72 sfinalizowano zapowiadaną
od wielu lat budowę przeprawy na przedłużeniu
ul. Dietla w kierunku Dębnik.
Wypada tylko żałować, że most ten - nazwany
Grunwaldzkim - posadowiony został zbyt wysoko,
z brakiem poszanowania dla widokowych walorów
Wawelu i Skałki.
Gwoli sprawiedliwości przyznać trzeba jednak,
że z chwilą przepływu wielkiej, 9 - metrowej
fali powodziowej w latach 70. nie był ani
przez moment zagrożony, w przeciwieństwie
do Dębnickiego - wyłączonego z ruchu i obciążonego
450 tonami piasku na 30 ciężarówkach.
Na zakończenie podkreślić trzeba, że koncepcja
budowy mostów Zwierzynieckiego i Kotlarskiego
nie jest autorskim pomysłem obecnego Zarządu
Miasta z prezydentem na czele.
Budowa obu tych przepraw, jak również mostu
przy ul. Dietla, planowana była już przed
rokiem 1914.
Założenia te powtórzono potem w Programie
Inwestycyjnym miasta Krakowa na okres 1938
- 43.
Jak nietrudno skonstatować, przeszkodą w
realizacji tych zamierzeń był każdorazowo
wybuch wojny.
Słabe to jednak pocieszenie dla licznego
grona kontestatorów obu sfinalizowanych
właśnie inwestycji...
Tekst: Krzysztof Jakubowski
Żródło: ''Dziennik Polski'' 22 grudnia 2001
r.
|