| Johann
Wolfgang Goethe
Rynek Główny 36
5 września 1790 r w zajeżdzie prowadzonym
przez niejaką Mariannę Lebonową w kamienicy
Pod Jeleniem (dziś Rynek Główny 36) zameldował
się na parodniowy pobyt Johann Wolfgang
Goethe.
Poeta towarzyszył w podróży grafowi de Roden,
pruskiemu inspektorowi Śląska, oraz księciu
de Sachsen - Weimar, generałowi wojsk pruskich.
Przybysze zwiedzili kopalnię soli w Wieliczce,
której podziemia wprawiły ich w najwyższy
zachwyt.
Johanna Wolfganga uradował też podarowany
mu w Tenczynku okazały chalcedon, który
stał się ozdobą jego zbiorów mineralogicznych.
Wielu badaczy wyraża opinie, że w Krakowie
właśnie znalazł Goethe pierwowzór Fausta,
bohatera swojego arcydramatu.
Przemawia za tym także i fakt, że zaraz
po opuszczeniu miasta przystąpił poeta do
tworzenia owego wiekopomnego dzieła.
Wybitny humanista, Filip Melanchton, pisał:
Znałem pewnego człowieka o imieniu Faust
z Kundling, miasteczka leżącego niedaleko
mych stron rodzinnych.
Podczas studiów w Krakowie wyuczył się on
magii, gdzie sztuka ta już była przedtem
wytrwale uprawiana i gdzie prowadzono o
niej publiczne wykłady.
W wydanej we Frankfurcie w roku 1587 pierwszej
biografii Fausta czytamy: Faust udał się
do Krakowa, do uniwersytetu sławnego podówczas
z czarnoksięstwa i tam znalazł sobie podobnych,
którzy zajmowali się chaldejskimi, perskimi,
arabskimi i greckimi słowami, figurami,
znakami, przysięgami, zaklęciami i tym podobnymi
czarodziejstwami.
Wszystkie drogi prowadzą nad Wisłę.
Czyż nie były to więc wskazania, których
śladem podążył Goethe?
Kraków w pierwszych latach szesnastego stulecia
był rzeczywiście siedliskiem europejskiej
astrologii i alchemii.
Faust miał tu słuchać wykładów w latach
1501 - 1504, według innych w 1509 - 1513.
Tablicę upamiętniającą pobyt poety w Krakowie
umieszczono na budynku przy Rynku Głównym
36 w roku 1912.
Honoriusz Balzak
Stradom 13
Honoriusz Balzak (Honoré de Balzac) bawił
w Krakowie cztery razy, w latach 1847 -
1850.
Podróże do Polski związane były z romansem
pisarza z zamieszkującą w Wierzchowni, na
Ukrainie, najpierw narzeczoną, a potem żoną
Eweliną z hrabiów Rzewuskich, Wacławową
Hańską.
Nękane zaborczymi ograniczeniami i przeżywające
niemałe trudności gospodarcze miasto nie
zrobiło na przybyszu z Paryża dobrego wrażenia.
Nazwał je nawet trupem stolicy.
W niekłamany zachwyt natomiast wprawiła
go katedra na Wawelu.
Zapisał: ... kościół krakowski wart jest,
aby jechać do Krakowa; pełen jest kaplic
z grobowcami, gdzie nagromadzone bogactwa
nie mają nic równego, chyba w Rzymie lub
niektórych kościołach belgijskich.
Widzi się srebrne rzeżbione trumny, na których
bokach wyobrażono bitwy liczące po osiemset
figur, ludzi i koni.
(...) Pełno tam zresztą srebrnych posągów,
ołtarzy z rzeżbionego srebra, świętych naczyń.
Batorowie, Korybutowie, Jagielloni i inne
konstelacje polskie są tam.
Pobyt Balzaka mylnie utożsamia się z dzisiejszym
hotelem ''Pod Różą'' przy ulicy Floriańskiej
14.
W czasie, kiedy twórca ''Komedii ludzkiej''
zwiedzał Wawel, ten gościniec nosił nazwę
''Hotel de Russie'' (Rosyjski).
Miało to upamiętniać niecodzienną wizytę,
jaką w roku 1805 złożyli tu car Aleksander
I i jego brat wielki książę Konstanty.
Po upadku powstania styczniowego, w roku
1864, aby dać wyraz uczuciom patriotycznym,
usunięto z szyldu zaborcę i wstawiono w
to miejsce napis ''Pod Białą Różą''.
Natomiast tłukący się dyliżansami z Paryża
do Wierzchowni kochanek rzeczywiście zatrzymywał
się w zajeżdzie ''Pod Białą Różą'', tyle
że mieszczącym się przy ulicy Stradom, w
kamienicy oznaczonej dzisiaj numerem 13.
Tutaj też po raz ostatni spędził noc z 4
na 5 maja 1850 roku wraz z Eweliną, wtedy
już małżonką.
Zapożyczona nazwa trafiła na Floriańską
dlatego, że wcześniej, bo w roku 1853 z
oberży stradomskiej tu właśnie przeniesiono
tamtejszą restaurację.
Z czasem hotel na Stradomiu zniknął z mapy
miasta, a ten położony w sąsiedztwie Rynku
zgubił słowo ''Biała''.
Została więc pozbawiona koloru sama ''Róża'',
za to z mylnie doklejoną legendą Balzaka.
Utrwala to przekłamanie wmurowana w 1967
roku pamiątkowa tablica.
Józef Konrad Korzeniowski
Poselska 12
Józef Konrad Korzeniowski (Joseph Conrad)
przybył do Krakowa 20 lutego 1869 roku w
wieku lat jedenastu, wraz ze swym ojcem
Apollo Korzeniowskim.
Wcześniej, wraz z rodzicami, przebywał na
zesłaniu w głębi Rosji, gdzie stracił matkę.
Ojciec z synem zamieszkali przy ulicy Poselskiej
6.
Budynek ten został potem rozebrany, a na
jego miejscu postawiono nowy, oznaczony
numerem 12.
Na frontonie widnieje tam teraz pamiątkowa
tablica: W domu, który stał na tym miejscu,
mieszkał za lat młodzieńczych około r. 1860
(to błąd, winno być 1869) Józef Konrad Korzeniowski,
Joseph Conrad, syn poety tułacza.
Wniósł ducha polskiego w piśmiennictwo angielskie,
którego stał się ozdobą.
I zaraz pod tym polskim tekstem znalazły
się zapisane po angielsku słowa samego pisarza:
W tym starym królewskim i akademickim grodzie
wyrosłem z dziecka na młodzieńca, tu poznałem
przyjażń, tu dojrzewały moje myśli, tu przeżywałem
zachwyty i bunty właściwe dla mojego wieku.
Młodzieniec spędził w Krakowie tylko pięć
lat, ale za to jakże niezwykle ważnych dla
kształtującej się właśnie osobowości przyszłego
pisarza.
W kilka miesięcy po zameldowaniu się na
Poselskiej zmarł Apollo Korzeniowski, pogrzeb
tego zesłańca i poety przerodził się w wielką
patriotyczną manifestację.
Sierotą zaopiekowała się rodzina.
Józef Konrad uczęszczał do Gimnazjum św.
Anny (dziś Liceum B. Nowodworskiego), pobierał
lekcje od prywatnych korepetytorów, wakacje
spędzał w Krynicy, wyjeżdżał też do Szwajcarii
i Włoch (wtedy po raz pierwszy w życiu z
weneckiego Lido zobaczył morze).
W roku 1872 Rada Miasta, dla uczczenia pamięci
ojca, nadała przyszłemu autorowi ''Smugi
cienia'' prawa obywatelskie Krakowa i zwolniła
go od wszelkich opłat na rzecz gminy.
13 pażdziernika 1874 niespełna siedemnastoletni
Konrad wyjechał z Krakowa do Marsylii.
Tam związał się już na zawsze z ukochanym
morzem.
Został marynarzem, potem oficerem, przez
długie lata służył we flocie angielskiej.
Polskę odwiedził jeszcze w roku 1890 i 1893.
Do Krakowa przybył na dłużej z żoną Jessie
oraz z synami Borysem i Johnem 28 lipca
1914 roku.
Zatrzymał się w Grand Hotelu przy ulicy
Sławkowskiej.
Pokazywał rodzinie Wawel, odwiedził Bibliotekę
Jagiellońską, zachodził na grób ojca na
cmentarzu Rakowickim.
Przekonany, że rozpętana właśnie wojna nie
potrwa długo, w oczekiwaniu końca zawieruchy,
przeniósł się z bliskimi do Zakopanego.
Ale świat płonął coraz bardziej.
9 pażdziernika wsiadł do pociągu zdążającego
do Wiednia, stamtąd wyjechał do Anglii.
Jarosław Haszek
róg Kanoniczej i Podzamcza
28 lipca 1903 roku zamknięty został w kryminale
mieszczącym się w budynku Pod Telegrafem
(na rogu ulic Kanoniczej i Podzamcze) dwudziestoletni
wówczas absolwent praskiej akademii handlowej
i pracownik tamtejszego banku Slavia, póżniejszy
autor ''Przygód dobrego wojaka Szwejka podczas
wojny światowej'' - Jarosław Haszek.
Przyszłego autora poczytnego dzieła wsadzono
tam za włóczęgostwo, a ściślej za próbę
nielegalnego przekroczenia pobliskiej rosyjskiej
granicy.
Pytany o powody podejmowania próby opuszczenia
terytorium Austro - Węgier młody bankowiec
zeznał (po uwolnieniu się od emocji związanych
ze spożyciem nadmiernych ilości alkoholu),
że celem jego wędrówki na północ była jedynie
chęć pogłębienia wiedzy na temat tamtejszych
starożytnych kurhanów, czyli celtycko -
słowiańskich kopców.
Trzymiesięczny pobyt Haszka w krakowskim
kryminale zaowocował opowiadaniami ''Spacer
przez granicę'', ''Wśród włóczęgów''.
I nie tylko.
Pielęgnowana przez autora pamięć o tym mieście
trafiła na stronice stworzonego przez niego
światowego bestsellera.
Kiedy po latach pisarz przystąpił do pracy
nad swą arcypowieścią, przypomniał sobie
o dawnym krakowskim epizodzie.
Praski handlarz psami, Józef Szwejk, jednoznacznie
uzasadnia, z jakiego to powodu osobiście
postanawia wyciągnąć monarchię z bryndzy:
- Walczyć będę (...).
Z Austrią klapa.
U góry włażą nam już do Krakowa...
Oto dlaczego wyruszył na front najsławniejszy
z żołnierzy pierwszej ze światowych wojen,
ordynans 11 kompanii marszowej 91 pułku
piechoty z Czeskich Budziejowic...
Niewykluczone, że jednym z pierwowzorów
dobrego wojaka Szwejka mógł być któryś z
więziennych współtowarzyszy autora.
Nie brakowało bowiem Pod Telegrafem najrozmaitszej
maści włóczęgów i dziwaków, był też między
nimi niejaki Władysław Durdzielski, hodowca
i handlarz ptaszkami oraz małymi zwierzątkami.
U zbiegu ulic Kanoniczej i Podzamcze, w
dawnym pałacu Górków, gdzie na przełomie
XIX i XX stulecia mieścił się areszt Pod
Telegrafem (z tego miejsca w roku 1850 połączono
telegraficznie Kraków z Wiedniem) na ścianie
od ulicy Podzamcze umieszczono w roku 2004
tablicę upamiętniającą pobyt czeskiego pisarza.
Georg Trakl
Wrocławska 1 - 3
Urodzony w roku 1887 Georg Trakl, jeden
z najwybitniejszych poetów austriackich,
powszechnie uważany za pierwszego ekspresjonistę,
zmarł w Krakowie w roku 1914.
Był piewcą śmierci i przemijania.
W swoich lirykach odznaczających się bogactwem
obrazowania i wyszukaną melodyjnością wiersza,
dawał przejmujący wyraz przekonaniu o nieuchronnym
kresie własnej epoki.
Okrucieństwo rozpętanej na początku XX wieku
wojny zniszczyło tę wrażliwą osobowość.
Zmobilizowany w sierpniu 1914 r. absolwent
wiedeńskiej farmakologii i praktykujący
aptekarz, porucznik Georg Trakl, dotarł
z kolumną sanitarną do Galicji.
W tym czasie armia austro - węgierska wkroczyła
na teren Lubelskiego i pod Kraśnikiem oraz
Komarowem zadała druzgocące ciosy siłom
rosyjskim.
W Wiedniu wywołało to euforię, uwierzono
w niezwyciężoną siłę własnych wojsk, wróżono
bliski koniec wojny.
Tak się jednak nie stało, zaraz potem fortuna
uśmiechnęła się w drugą stronę.
Rosjanie przełamali front pod Złoczowem,
zajęli Lwów i nieubłaganie parli na zachód.
Trakl znalazł się w samym jądrze tej burzy.
Krwawe zmagania pod Gródkiem Jagiellońskim
załamały kruchą psychikę, przerażony tym,
co działo się wokół, targnął się na własne
życie.
Niedoszłego samobójcę tym razem udało się
jednak uratować.
Odesłano go zaraz na dalekie tyły, do Krakowa,
gdzie trafił do garnizonowego szpitala wojskowego.
Sądził, że obejmie tam funkcję kierownika
szpitalnej apteki, ale rzeczywistość okazała
się znacznie mniej pociągająca.
Został pacjentem oddziału psychiatrycznego.
Świadomość położenia, w jakim się znalazł,
pogłębiła i tak już niemałą depresję.
3 pażdziernika zażył sporą dawkę kokainy.
Tym razem udało się.
Pochowano go na cmentarzu Rakowickim, a
w roku 1925 szczątki ekshumowano i przeniesiono
do rodzinnego Mühlau, w Tyrolu.
W roku 1985 na murze 5. Wojskowego Szpitala
Klinicznego przy ulicy Wrocławskiej 1 -
3 odsłonięto pamiątkową tablicę.
Ferenc Molnar
Sławkowska 3
Ferenc Molnar, węgierski dramaturg, a także
autor licznych opowiadań i humoresek, przybył
do Krakowa kilka lat po napisaniu (r. 1907)
sławnej potem chyba już na wszystkich kontynentach
powieści ''Chłopcy z placu Broni''.
Miało to miejsce zimą 1914 - 1915 r.
Przez tę część Europy przebiegały wtedy
linie frontów, pisarz zjawił się tu w charakterze
korespondenta wojennego budapesztańskich
gazet.
Nie bez powodu świat interesował się w tym
czasie wszystkim, co działo się nad górną
Wisłą.
To właśnie wtedy Kraków miał swoje przysłowiowe
pięć minut w tej wielkiej wojnie.
Po przełamaniu austro - węgierskich pozycji
pod Złoczowem rosyjski walec, miażdżąc wszelkie
zapory, nieubłaganie toczył się na zachód.
Całą nadzieję na powstrzymanie zwycięskiego
pochodu przeciwnika usiłującego za każdą
cenę przedrzeć się do serca monarchii pokładano
już tylko we wzniesionej u zbiegu austriackiej,
pruskiej i rosyjskiej granicy Festung Krakau.
Twierdza Kraków była największym zespołem
obronnym w całym cesarstwie, budowano ją
według najnowocześniejszych na owe czasy
założeń sztuki wojennej nieprzerwanie od
roku 1848 aż do wybuchu wojny.
Kiedy 6 grudnia 1914 r. szpice 3. armii
rosyjskiej stanęły na wzgórzu Kaim, położonym
pomiędzy Wieliczką a Bieżanowem, forty Rajsko,
Kosocice i Borek położyły na przeciwniku
morderczą lawinę ognia.
Do kanonady dołączyły również baterie możdzierzy
spod kopca Kościuszki.
Droga na zachód została zamknięta.
Wkrótce potem odrzucono przybyszów daleko
na wschód.
Armie carskie w ciągu kilku tygodni straciły
pół miliona żołnierzy i całą Galicję.
O Krakowie usłyszał wtedy cały świat.
A Ferenc Molnar opisywał gwarne tutejsze
ulice, pełne wojska i warkotu automobili.
Był to dla niego widok zupełnie niezwykły
po oglądanym niedawno opustoszałym Wiedniu
i Budapeszcie.
Na tle Krakowa obydwie naddunajskie stolice
jakby pozbawione zostały życia, z ich ulic
zniknęły będące wyrazem postępu i nowoczesności
prychające dymem samochody.
Uwagę korespondenta zwrócił też nad Wisłą
znaczny ubytek ludności cywilnej.
Pisał: W eleganckiej sali Hotelu de Saxe
nie widać ani jednej kobiety, ani też mężczyzny
w ubraniu cywilnym.
Wypełniona jest automobilistami, lotnikami,
niemieckimi i austrowęgierskimi oficerami
sztabowymi.
Nic dziwnego, na polecenie władz znaczną
część mieszkańców ewakuowano do Czech, a
ci, którzy pozostali, mieli obowiązek zaopatrzyć
się w żywność na trzy miesiące.
Pisarz mieszkał przez cały czas w Hotelu
Saskim, wtedy najbardziej popularnym gościńcu
w mieście w zespole zabudowań usytuowanych
przy ulicach Sławkowskiej, św. Jana i św.
Tomasza.
Wcześniej gościli tu m. in. Franciszek Liszt
i Johann Brahms.
Jeszcze wcześniej był w tym miejscu sławny
zajazd Pod Królem Węgierskim.
Dziś fronton Hotelu Saskiego znajduje się
przy ul. Sławkowskiej 3.
Curzio Malaparte
Wawel
Curzio Malaparte, a właściwie Kurt Erich
Suckert, włoski pisarz i dziennikarz, zajmujący
się pod koniec życia z powodzeniem także
dramaturgią i filmem, zawitał do Krakowa
w chwili szczególnej.
Z kilkudniową wizytą przybył tu mianowicie
25 stycznia 1942 r.
Sławnego już wtedy twórcę - buszującego
po tej części Europy w charakterze korespondenta
wojennego - przyjął i gościł na Wawelu sam
Hans Frank.
Malaparte rozpoczynał jako sympatyk faszyzmu,
choć od początku otwarcie występował przeciwko
Mussoliniemu.
W odwecie za taką postawę duce posłał go
tam, gdzie kierowano wszystkich, którzy
nie dość entuzjastycznie odnosili się do
jego gier politycznych.
Pisarz skazany został na kilkuletni pobyt
w miejscu odosobnienia, jakim były Wyspy
Liparyjskie, mały wulkaniczny archipelag
położony w południowej części Morza Tyrreńskiego,
niedaleko brzegów Kalabrii i Sycylii.
Uwolniony z więzienia był w czasie wojny
korespondentem na frontach wschodnich, ukraińskim
i fińskim.
Na własne oczy zobaczył wtedy żniwo zgotowane
światu przez faszyzm.
Wkrótce zresztą odwołano go z pól bitewnych,
bo uznano, że jego artykuły nie są przychylne
wobec Niemców.
Ale zanim to się stało, zdążył jeszcze odwiedzić
Kraków.
Najsłynniejszą jego książką, przetłumaczoną
na ponad sto języków, są właśnie jego reportaże
wydane w roku 1944 w tomie zatytułowanym
''Kaputt''.
Sam autor pisał o tej pozycji: ''Kaputt''
jest książką okrutną.
Jej okrucieństwo to najdziwniejsze ze wszystkich
doświadczeń, jakie przyniósł mi widok Europy
w latach wojny.
Drukowane w pierwszych numerach ''Przekroju''
reportaże Malapartego były prawdziwą sensacją
czytelniczą.
Oto urywki tej prozy: Cały potężny masyw
Wawelu, który przed dwudziestu laty oglądałem
w jego królewskiej, majestatycznej nagości,
teraz przeładowany był od podziemi aż po
szczyt najwyższej wieży meblami zrabowanymi
w pałacach polskich panów bądż też stanowiącymi
owoc kradzieży naukowo dokonywanych we Francji,
Belgii i Holandii przez komisje antykwariuszy
i ekspertów z Monachium, Berlina i Wiednia,
ciągnące poprzez Europę w ślad za niemiecką
armią.
(...) Na koniec weszliśmy do rozległej sali
zbytkownie urządzonej meblami w stylu ''Drittes
Reich'' udekorowanej francuskimi dywanami
i wytłaczaną skórą.
Był to gabinet Franka.
Przestrzeń między dwojgiem oszklonych drzwi
wychodzących na zewnętrzną loggię Wawelu
(loggia wewnętrzna biegnie dookoła przepięknego
renesansowego dziedzińca, dzieła włoskich
architektów) wypełniał olbrzymi stół mahoniowy,
w którego lśniącej powierzchni odbijały
się płomyki świec dwóch ciężkich kandelabrów
z pozłacanego brązu.
Ogromny ten stół był całkowicie pusty i
nagi.
- Tutaj rozmyślam nad przyszłością Polski
- powiedział mi Frank rozkładając szeroko
ramiona.
Uśmiechnąłem się, myśląc o przyszłości Niemiec.
Na znak Franka otwarto dwoje wysokich oszklonych
drzwi i weszliśmy do loggi.
- Oto niemiecki Burg - powiedział Frank,
wskazując szerokim ruchem ramienia potężną
sylwetkę Wawelu odcinającą się ostro na
oślepiająco białym tle śniegu.
Dookoła starożytnego zamku królów Polski
leżało uśpione miasto, spowite w całun śniegowy
pod niebem rozjaśnionym wąskim sierpem księżyca.
Niebieskawa mgiełka unosiła się nad Wisłą.
Daleko, na widnokręgu rysował się delikatną,
przejrzystą linią łańcuch Tatr.
Psy SS - manów, pełniących straż przy krypcie
Piłsudskiego, przerywały raz po raz ciszę
nocną głośnym ujadaniem.
Mróz był tak silny, że aż oczy łzawiły.
***
W roku 1956 pewnego wieczoru pojawił się
na kawie w Jamie Michalika kolumbijski pisarz
Gabriel Garcia Marquez, póżniejszy noblista,
autor niezapomnianych ''Stu lat samotności''.
Po pażdziernikowej odwilży niewielka salka
klubowa Związku Literatów Polskich przy
ulicy Krupniczej z trudem pomieściła wszystkich
przybyłych na spotkanie z Friedrichem Dürrenmattem,
szwajcarskim dramaturgiem, którego sztuki
- ''Wizyta starszej pani'', ''Fizycy'',
''Romulus Wielki'' - gościły na scenach
całego świata.
Na listę odwiedzających okolice Wawelu tuzów
literatury powszechnej należałoby wpisać
wiele jeszcze innych nazwisk.
A warto przypomnieć także i o tym, że swoich
literackich bohaterów odsyłają w swych utworach
do Krakowa m. in. tacy pisarze jak: Herman
Wouk (''Wichry wojny''), Henry Miller (''Zwrotnik
Raka''), Ilja Erenburg (''Burzliwe życie
Lejzorka Rojtszwańca''), Joseph Stein -
librecista najsławniejszego ze światowych
musicali, jakim jest ''Skrzypek na dachu''.
I nie tylko oni.
Dlatego w przerwach podczas oglądania telewizji
warto czasem sięgnąć po jakąś książkę.
Tekst: Mieczysław Czuma
Żródło: "Dziennik Polski" 24 grudnia
2005 r.
|